

Prospect Park Stories
Rozdział pierwszy
Mój produkt jest nietypowy. Musisz mnie poznać, żeby zrozumieć, że biznes to ja, a ja to biznes. Mam na imię Gareth, pochodzę z Nowej Zelandii. Przyjechałem do Nowego Jorku osiem lat temu. To, co najbardziej lubię w swojej pracy, to satysfakcja klientów. Zastanawiają cię moi klienci. Dziennikarze często pytają o moją ulubioną historię. Mam ich wiele. Najbardziej lubię, kiedy ludzie się godzą. Pary padają sobie w ramiona. To czyni mnie lepszym człowiekiem. Pamiętam rozwodników. Nie widzieli się od lat i nagle spotkali się przypadkiem w ciastkarni na rogu. Ona zobaczyła go kątem oka. To liryczna historia. Proszę się nie dziwić, ja się często wzruszam. To przecież nie przypadek, że sprzedaję powietrze pakowane w worki.
Ludziom najbardziej brakuje właśnie powietrza. Odkąd uruchomiliśmy sprzedaż przez internet, rozsyłamy klientom te nasze baloniki. Kto najczęściej zamawia? Ludzie samotni. Działa lepiej niż prozak! Lepiej niż Jezus. Całe życie marzyłem o warzywniaku i stałem się jednym z tych farmerów, którzy wpadli w ekologiczną pułapkę. Sprzedawałem tu, na Grand Army Plaza, co sobotę. Po otwarciu Dekalb Market na dolnym Brooklynie wynająłem jeden z kontenerów. To tam zaczęła się przemiana. Mało kogo interesowały warzywa i owoce. Głównym produktem był alkohol, potem kawa. Szpikowanie się lekami antydepresyjnymi to w Nowym Jorku plaga. Leki antydepresyjne, masowo brane, a potem trafiające z moczem do wód w ogromnych ilościach, uznano za zagrożenie ekologiczne. Sam już wtedy chodziłem do psychiatry, poza tym brałem wiele leków, głównie prozak. Ale też xanax, on najbardziej uzależniał. Bankrutowałem w spokoju. Interes się sypał, więc łykałem tabletki i byłem spokojny. Właśnie wtedy nabawiłem się tego brzucha. Jadłem ciastka z mięsa, to nowozelandzki fastfood.
Jadłem, bo byłem smutny.
Po nieudanym sezonie wyjechałem do narzeczonej do Villefranche-sur-Saône. Stałem na moście, patrzyłem na zatokę i oddychałem. Stanie na moście to najlepsza terapia. Odnalazłem wtedy radość, w gotowaniu. Porzuciłem samochód, jeździłem rowerem, wszystko robiłem wolniej i, paradoksalnie, miałem więcej czasu. Wtedy zrozumiałem – we Francji, w Nowej Zelandii powietrze jest ekologiczne, więc ludzie są zdrowsi, spokojniejsi. Może nawet mniej ambitni, ale mimo to pracowici. Rozumiesz? Owszem, początkowo powietrze przesyłałem głównie drogą morską, bo taniej. Tak, tu nazywamy to dostawą eko air. Tlen dostarczamy do klienta rowerem. Ale chwila, przecież my tego powietrza nie produkowaliśmy od razu, na początku były koszty. Import-export, jak to w biznesie. A jakie napiwki!
Do Francji sprowadzałem inne produkty, miałem niezłą marżę. Kiedy się zorientowałem, że najwięcej zarabiam w Nowym Jorku, zwinąłem się z Europy i rozszerzyłem działalność. Współpracowałem z pewnym żydowskim naukowcem. Gibertyk bardzo mi pomógł. Mogę powiedzieć, że to jemu zawdzięczam sukces. Opracowaliśmy terapię tlenową. Transformację spokoju. Kompozycja witamin i mikroelementów. Sekret polega oczywiście na całościowym podejściu do człowieka. Nasi klienci nie mogli się uzależnić od tlenu, bo już byli uzależnieni. Primum non nocere. Zdrowy produkt. Podrasowany, ale krystalicznie czysty. Jak zostałem jednym z najbogatszych ludzi w Nowym Jorku? Zaczęli zgłaszać się do mnie przedstawiciele Hollywood, Waszyngtonu. Najpierw były kłopoty z mafią rosyjską, ale to meksykańska porwała Gibertyka. Z tego, co wiem, powiedział im wszystko. Wciąż mieszka na Borough Park. Przyjaźnimy się, kupiłem mu willę na Bahamach. Był, podobała mu się, ale wrócił po dwóch tygodniach. To człowiek czynu. Wiem, że sklonowano go w Pouerto Rico. Wbrew jego woli. Maszynę opatentowałem ja. Moja dziewczyna wymyśliła strategię marketingową. Jej brat stworzył logo Oxygen Technology. Nigdy się nie kłóciliśmy o pieniądze. Po co? Przestałem wydawać. Nie potrzebuję zbytku, jedzenia, ubrań, samochodów, nieruchomości. Nasze baloniki deprecjonują potrzeby materialne. A że nie są specjalnie drogie? Prawo rynku. Czy hamburger w McDonaldzie jest drogi? Czy puszka coca coli jest droga? Jeśli chcesz zbudować sieć lojalnych klientów, musisz im zaproponować produkt, który będzie w ich zasięgu. Stworzyć potrzebę. Powietrza brakuje na co dzień. Najczęstsza somatyzacja polega na hiperwentylacji. Histerie, nerwica – lęk, że nie złapiemy tchu, nie weźmiemy kolejnego oddechu. Powietrza brakuje w związkach, pary się duszą. A koszmar klimatyzowanych pomieszczeń? Ośmiogodzinnego dnia pracy? To zostanie zakazane. Jestem przekonany. Nie wolno siedzieć przez osiem godzin. Bezdech to brak wyobraźni.
(…)